|
|
 |
 |
 |
 |
|
|
Chcemy bronić klientów banków
Fakt, 31 maja 2006 r.
Komisja Śledcza rozpoczęła działalność! Jej zadaniem jest dociec, jakie decyzje i zaniechania organów władzy doprowadziły do fatalnego stanu sektora bankowego. Dzisiaj w Polsce mamy najwyższe w Europie ceny usług bankowych w przeliczeniu na siłę nabywczą obywatela. Są one czterokrotnie wyższe niż w Hiszpanii, siedmiokrotnie wyższe niż w Austrii i dwudziestokrotnie wyższe niż w Holandii. Są one pięciokrotnie wyższe niż średni koszt usług bankowych, co poniekąd wyjaśnia nadzwyczajne zyski sektora bankowego. Miliony klientów banków musi ponosić wysokie koszty, aby wąska grupa mogła łatwo zarabiać.
Ta niepokojąca sytuacja jest skutkiem dotychczasowych przekształceń systemu bankowego. Krajowy rynek jest nadmiernie skoncentrowany i jednocześnie spenetrowany przez kapitał zagraniczny. Koncentracja rynku jest najwyższa spośród sześciu dużych krajów Unii Europejskiej i to osłabia konkurencję. Tam gdzie nie ma konkurencji, tam konsument jest poszkodowany. Dlatego też w ostatnim czasie nastąpiła kolejna fala podwyżek opłat i prowizji bankowych, a niedawno nawet opłat za bankowość internetową. Coraz bardziej używane w Polsce karty płatnicze są także bardzo drogie, co jest efektem monopolizacji tego rynku. Ten problem dostrzega się w skali całej Europy i dlatego niedawno unijna komisarz ds. konkurencji oświadczyła, że w całej Unii klienci płacą rocznie nawet o kilka miliardów euro za dużo za operacje kartami płatniczymi. To, co drogie dla zachodniego europejczyka – dla Polaka jest bardzo drogie.
Wysoki udział kapitału zagranicznego w polskim sektorze bankowym spowodował niekorzystne zjawiska. Często działalność banków będących w rękach zagranicznych podporządkowana jest potrzebom ich zagranicznych klientów. Inwestorzy zagraniczni w nieznacznym stopniu zasilali kapitałowo przejmowane banki oraz przekazywali do nich swoje technologie. W dużej mierze obecne zasoby kapitałowe banków były wynikiem wypracowanych przez nie wcześniej zysków, zaś ich systemy technologicze i stosowane procedury stały już na odpowiednim poziomie. Część zysków wypracowanych na polskim rynku jest przekazywana za granicę, a nie ponownie inwestowana w zakupione banki.
W sporcie mówi się, że gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Otóż komisja śledcza chce zapytać, na co pozwalał nadzór bankowy, urzędy antymonopolowe i ministerstwa zaangażowane w prywatyzację banków. Ostrze komisji śledczej skierowane jest więc ku instytucjom władzy, które powinny stać na straży interesów obywateli. Pytamy i sprawdzamy, czy w ostatnich kilkunastu latach rzeczywiście tak było.
Liderzy Prawa i Sprawiedliwości już od 1989 roku wskazywali na patologie w sektorze bankowym. Nie spotykały się one ze stosowną reakcją ówczesnych rządów. Były one bardzo pobłażliwe wobec dziejących się na ich oczach podejrzanych procesów. Po wyodrębnienie banków komercyjnych z Narodowego Banku Polskiego często dostęp do kredytu miała wyłącznie określona grupa ludzi z wyraźnego polecenia. Może nie było przypadkiem, że wielokrotnie siedziby banków znajdowały się w budynkach przejmowanych po PZPR. Polityka personalna w tych bankach faworyzowała osoby z dawnego układu władzy. Tak samo było w nadzorze bankowym, gdzie zaraz po obaleniu komunizmu przyjęto, że pracownik nadzoru ma mieć co najmniej pięć lat doświadczenia w bankowości. W ten sposób zamknięto się na młodych i wykształconych ludzi. Trudno się dziwić, że potem nadzór bankowy poniósł fiasko na przykład przy próbie uzdrawiania banków z kłopotami finansowymi, które upadły. Jednocześnie nadzór nie reagował przy kilkukrotnych przejęciach dużych banków przez małe, ale stworzone w specyficznym kręgu osób. To trzeba będzie wyjaśnić!
Warto uczyć się od innych. W sąsiednich Czechach minister finansów sprzymierzył się z organizacjami konsumenckimi i mediami w sprawie tamtejszych cen usług bankowych. Mimo że były one dwa razy niższe niż w Polsce, to już ten poziom był nie do zniesienia dla obywateli. Minister postawił bankom ultimatum i zażądał zmian na rzecz ochrony klientów. Był konsekwentny, cieszył się zrozumieniem opinii publicznej i razem z konsumentami wygrał tę batalię. Jednak Czesi mogą się też uczyć od nas. W kwietniu tamtejsza główna gazeta „Mlada Franta Dnes” opublikowała komentarz o naszym boju przeciwko bezprawnej fuzji dwóch wielkich banków. Czeski analityk przyznał rację polskiemu rządowi i większości parlamentarnej, pisząc: „możecie myśleć o Polakach co chcecie, ale jeśli chodzi o interesy narodowe i patriotyzm, to możemy się od nich jedynie uczyć”.
Komisji śledczej potrzeba jedności wszystkich jej członków, bo jest zagrożenie, że niektórzy z nich będą działać na przekór. Potrzeba też odporności na złośliwą krytykę. Jest ona wyrazem strachu władzy pieniądza przed prawdziwym ludowładztwem. Niektórzy próbują bronić demokracji przed demosem, czyli ludem. Jak ktoś celnie napisał, „urzędujący w swych klimatyzowanych pomieszczeniach baronowie finansów boją się, że lud naprawdę może uwierzyć, że jest podmiotem politycznym i sięgnie po władzę, pozbawiając ich wszelkich zaszczytów”.
|
|
|
|