|
Kilka uwag dla aroganckich prezesów
Rzeczpospolita, 7 sierpnia 2006 r.
Maciej Stańczuk, prezes WestLB Bank Polska, napisał "Kilka uwag dla tropicieli bankowych afer" ("Rz", 25 lipca). Tekst jest wprawdzie nacechowany emocjonalnymi złośliwościami: "próby majsterkowania przy systemowych rozwiązaniach", "dłubanie w sektorze bankowym", "grupa mało odpowiedzialnych polityków", odniosę się jednak do faktów i liczb.
Zdecydowanie podtrzymuję tezę, że polscy konsumenci usług bankowych cierpią najwyższe w Europie ceny. Potwierdza to każdy fragment zarówno raportu firmy Capgemini "World Retail Banking Raport", jak i raportu przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej "Retail Banking Survey". Pan Maciej Stańczuk przytacza "przeciętne roczne ważone kwoty wydawane na podstawowe usługi bankowe przez przeciętnego ich użytkownika". Na tej podstawie przekonuje, że skoro bezwzględna kwota przypadająca na Polaka bywa niższa niż przypadająca na obywatela innego kraju, to sytuacja krajowego konsumenta jest lepsza niż innych Europejczyków. I pisze o "ideologach PiS", którzy tego "nie zauważają".
Otóż to autor albo nie zauważa, albo wprowadza w błąd. Przecież siła nabywcza Polaka wynikająca z jego przeciętnej pensji jest znacząco niższa niż obywateli krajów zachodnioeuropejskich. Łatwo wyliczyć, iż na przykład Niemiec może za średnią miesięczną pensję netto nabyć prawie dwa razy więcej usług bankowych niż Polak, zaś Brytyjczyk prawie osiem razy więcej.
Zasadne jest pytanie o przyczyny drenowania kieszeni polskich klientów. Ja stawiam tezę, że niska konkurencyjność wysoko skoncentrowanego rynku ma tu wiele do rzeczy, zaś egoizm bankowych menedżerów dodaje swoje. W tej perspektywie wysokie zyski sektora bankowego mogą krótkoterminowo cieszyć właścicieli banków, ale perspektywa konsumencka wygląda zgoła inaczej. Maciej Stańczuk twierdzi, że relacja między stopniem koncentracji danego sektora a cenami usług jest fikcyjna. Gdy jednak dyskutuje się na przykład o poszczególnych segmentach rynku telekomunikacyjnego, to za truizm uważa się twierdzenie, że wysokie ceny na nim wynikają z quasi-monopolu w telekomunikacji tradycyjnej i oligopolu w telekomunikacji komórkowej.
Co więcej, sam Maciej Stańczuk w końcowej fazie artykułu krytykuje zarówno projekty zwiększające koncentrację rynku elektroenergetycznego, jak i koncepcje powołania "potężnej grupy finansowo-ubezpieczeniowej". Tymczasem zgodnie z zaprezentowaną wcześniej logiką powinien twierdzić, iż tylko wielka skala przedsięwzięć pozwala minimalizować indywidualne koszty i stawać się bardziej atrakcyjnym dla klienta.
W dwóch sprawach jednak można i warto zgodzić się z prezesem WestLB Bank Polska. Po pierwsze, rzeczywiście korzystne będzie - nie tylko dla banków, ale i dla ich klientów - upowszechnienie korzystania ze zróżnicowanych usług bankowych. Po drugie, rzeczywiście naganne było "dopuszczenie do uwłaszczenia postkomunistycznej nomenklatury na instytucjach finansowych w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych". Co prawda autor pisze, że to nikogo nie interesowało, ale ma rację, iż powinno wszystkich interesować do teraz.
I jeszcze jedno: Sejm pracuje nad ustawą o przeciwdziałaniu niewypłacalności i upadłości konsumenckiej, którą Maciej Stańczuk nazywa "kuriozalną". Godzi się więc przypomnieć, iż podobne rozwiązania funkcjonują zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych jako bankructwo prywatne. Jeżeli miałoby to być ustawodawstwo kuriozalne, to równie kuriozalne byłyby ustawy upadłościowe spółek prawa handlowego. Tam też działa mechanizm kłopotliwy dla instytucji finansowych i mogący narażać je na koszty. Jednak cywilizowany świat przyjął ustawodawstwo upadłościowe najpierw co do osób prawnych, a potem co do osób fizycznych. Tak też będzie i w Polsce mimo uporu sektora bankowego.
|