Artur Zawisza
strona główna aktualności biuro prasowe biografia publikacje wywiady kontakt linki
Libertas



Kontakt:
arturzawisza@arturzawisza.pl
Wywiady

Spójność i czytelność decyzji
Zapraszamy do lektury wywiadu z Arturem Zawiszą, który przeprowadziła Patrycja Maciejewicz.




Patrycja Maciejewicz: W Sejmie leży i czeka na rozpatrzenie projekt nowelizacji ustawy o NBP autorstwa Samoobrony. Potrzebne są zmiany?



Artur Zawisza (PiS), szef sejmowej komisji gospodarki: PiS już w zeszłej kadencji Sejmu zgłaszało własny projekt nowelizacji ustawy o NBP. Stanowisko partii od tego czasu się nie zmieniło, więc te same intencje nam towarzyszą. Intencje polegające na rozszerzeniu zakresu odpowiedzialności NBP.



By dbał także o wzrost gospodarczy...



- Wzrost również powinien być przesłanką do podejmowania decyzji przez to ciało. Mówię "to ciało" i wkracza drugi problem z RPP. PiS jest za koncepcyjnym zniesieniem RPP, ale to ma tylko pośredni związek z zagadnieniami gospodarczymi. Postulat likwidacji RPP w istocie jest częścią programu "Tanie Państwo", który polega na likwidacji tych instytucji politycznych, których zadania mogą wykonywać inne. Naszym zdaniem wystarczy pełna odpowiedzialność zarządu NBP do podejmowania decyzji o stopach. Co więcej, zarząd NBP ma lepszy tytuł do podejmowania decyzji, bo jest to ciało wewnętrznie skonsolidowane w odróżnieniu od Rady, która ma charakter dyskusyjny, konsultacyjny, w wyniku czego odpowiedzialność za jej decyzje rozkłada się w sposób trudny do uchwycenia.



Czyli rozbieżność w poglądach - członków Rady jest zbyt wielu i zbyt wielki wachlarz poglądów reprezentują.



- Tak, i może się zdarzyć, że podjęta decyzja jest przez połowę Rady kwestionowana. Stąd pozostawienie zasadniczych kompetencji zarządowi NBP będzie lepiej wpływać na spójność i czytelność decyzji.



Szef klubu PiS Przemysław Gosiewski powiedział, że Rada, nie podejmując decyzji zgodnych z intencjami PiS, dostarcza argumentów za jej likwidacją.



- To nie jest tak. Likwidacja ma się nijak do treści decyzji podejmowanej dzisiaj przez RPP. Innymi słowy: choćby Rada podejmowała decyzje z naszego punktu widzenia fenomenalne, to i tak postulat jej zniesienia pozostaje aktualny. Wynika on bowiem z innych przesłanek niż z analizy konkretnych decyzji Rady.



Czyli pomysł, który przyświecał powołaniu ciała takiego jak RPP - zgromadzić ludzi o różnorakich poglądach i by racje się wyważały - był zły?



- Nic nie stoi na przeszkodzie, by ciało konsultacyjne istniało i w nim zasiadali ludzie o różnych poglądach. Ale po pierwsze, pełniliby funkcję doradczą, a nie decyzyjną, a po drugie, aktywność zawodowa ich członków nie ograniczałaby się tylko do bycia członkiem RPP. Dziś są oni zawodowymi członkami Rady, w NBP urzędują, w NBP pobierają pensje. W naszym pomyśle pobieraliby diety, podobnie jak członkowie rad nadzorczych spółek skarbu państwa.



Czy z likwidacją Rady będziecie czekać do czasu dyskusji o zmianie konstytucji, czy też będzie możliwy zabieg jak w przypadku KRRiT, w którym zmniejszono liczbę jej członków?



- Taki krok pośredni w tym przypadku chyba nie byłby wskazany. Chociaż mówię to z naciskiem na chyba. Jest to w istocie pytanie o taktykę działania. O ile w przypadku Krajowej Rady było uzasadnienie dla szybkich działań, o tyle tutaj z takiej redukcji niewiele by wynikło, bo nie zmieniłaby się zasada. Nawet jeśli członków nie byłoby dziesięciu, ale trzech czy pięciu, to i tak element niespójności czy nieczytelności pozostałby. Skórka niewarta wyprawki.



Macie swoją intencję zmian i jest projekt, który wychodzi naprzeciw...



- Wychodzi po części naprzeciw. Ponieważ zawiera element rozszerzenia kompetencji Rady, na którym zależało nam już w poprzedniej kadencji, ale też szereg innych elementów.



Cel podstawowy NBP to obecnie dbanie o stabilność cen przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Samoobrona chce, by celem tym było dbanie o wartość pieniądza poprzez wspieranie polityki rządu. Czyli polityka rządu (jaka by ona nie była) służy złotówce i należy ją wspierać.



- Ja powiem tak: dzisiejszy zapis mówi o polityce gospodarczej rządu, ale jednocześnie wprowadza daleko idącą restrykcję o ograniczeniu celu podstawowego. NBP jednostronną decyzją stosunkowo łatwo może uznać, że polityka gospodarcza rządu ogranicza jego cel podstawowy i zapis pozostaje martwy.



Nam by chodziło o mocniejsze nakazanie bankowi centralnemu dbania o wzrost gospodarczy przy świadomości, że pozostanie to i tak kwestią interpretacji.



Jak miałby brzmieć nowy zapis?



- To jest rzecz do dyskusji.



Czy powinien nakładać na NBP obowiązek kierowania się także stopą bezrobocia?



- Bezrobocie to jest takie słowo klucz, którego się chętnie używa. Jeśli chodzi o filozofię, to lepiej byłoby mówić o tworzeniu nowych miejsc pracy, a nie o likwidacji bezrobocia. Ale to jest właśnie do dyskusji.



NBP wielokrotnie nagabywany o wzrost gospodarczy odpowiada, że właśnie dba o wzrost, gdyż niska inflacja jest kluczowym czynnikiem dla zapewnienia długotrwałego wzrostu.



- NBP, tak odpowiadając, nie łamie ustawy, a jednak niekoniecznie rząd się z tym zgadza. Aczkolwiek jest pewna słabość w tym stanowisku NBP, bo według mnie jest to na granicy nadużycia przepisów ustawowych, ponieważ jak ja rozumiem ducha ustawy, to w nim nie ma utożsamienia inflacji jako jedynego czynnika prowzrostowego. To już jest dosyć dowolna interpretacja NBP, że swoją prowzrostowość rozumie jedynie jako dbanie o inflację.



NBP mówi, że ma wpływ tylko na inflację, więc tylko poprzez inflację może wpływać na rzeczywistość gospodarczą.



- Ale dzieje się to za pośrednictwem stóp procentowych. A stopy procentowe nie wpływają tylko i wyłącznie na inflację.



Myśli Pan, że inflacja jest teraz za niska?



- (cisza) Oczywiście, że celem podstawowym NBP jest dbanie o możliwie niski poziom inflacji. Natomiast to, co budzi sprzeciw, to teza, że im niższe stopy, tym wyższa inflacja. Tak być nie musi. Trafia do mnie argument wiceministra finansów Cezarego Mecha pokazujący relację między stopami procentowymi a inflacją na obszarze Unii Europejskiej i w Polsce. W przypadku Polski możemy mówić nie tylko o ostrożności, ale i o nadostrożności. Przykład ze strefy euro pokazuje, że niższe stopy nie muszą powodować wyższej inflacji.



Stopy są za wysokie dla naszych potrzeb? Ich obniżenie przyspieszyłoby wzrost gospodarczy?



- Zdecydowanie tak. To jest pogląd, który premier Marcinkiewicz na każdym kroku wygłasza. Każda rozmowa z prezesem NBP dotyczy wysokości stóp.



Co martwi po stronie NBP, to że nawoływanie do obniżenia stóp jest traktowane jako element nieumiarkowania politycznego czy wręcz populizmu gospodarczego. Zawsze mnie to dziwi. Gdyby był postawiony postulat wzniesienia szubienic na rogach ulic, palenia książek, tobym rozumiał, że to można uznać za populizm lub coś więcej. Natomiast nawoływanie do obniżenia stóp procentowych jest całkowicie usprawiedliwionym elementem debaty publicznej. Nawoływanie nie jest ani ekstremizmem, ani ekstrawagancją, ale elementem głęboko gospodarczym, prowzrostowym.



Przyjrzyjmy się zatem innym zmianom proponowanym przez Samoobronę - możliwość odwołania Rady w przypadku nieprzyjęcia przez Sejm sprawozdania z wykonania założeń polityki pieniężnej.



- To właśnie byłby element uzależniania NBP od odrębnych władz publicznych, w tym przypadku władzy ustawodawczej i prezydenta. To sprzeczne z naszymi intencjami.



Kolejny zapis: NBP współdziała z rządem, w szczególności informuje rząd o swoich zamierzeniach i napotkanych przeszkodach zagrażających realizacji celów. W posiedzeniach RPP może uczestniczyć członek rządu i przedstawiać wnioski, a w razie nieuzgodnienia stanowisk prezydent może zwołać Radę Gabinetową z udziałem prezesa NBP.



- Informowanie rządu oczywiście może być do dyskusji, bo to miękka dyspozycja. Zaraz jednak zaczynamy wchodzić w sferę ograniczania niezależności (Rada Gabinetowa) i to już staje się kontrowersyjne i niebezpieczne.



Kolejna rzecz: pozbawienie NBP możliwości prowadzenia operacji otwartego rynku.



- (cisza) Trzeba by poznać całą drogę rozumowania, która stała za tym postulatem, ale pierwsza reakcja jest taka, że zakaz stosowania tych operacji wydaje się w sposób zasadniczy uniemożliwiać realizację celu inflacyjnego i prowadzenie polityki monetarnej. Na zdrowy rozum tak to wygląda.



Samoobrona uważa, że operacje otwartego rynku to konkurowanie z bankami komercyjnymi o pieniądze. Gdyby NBP ich nie skupował, banki mogłyby udzielać więcej kredytów.



- Ta obserwacja jest słuszna, tyle tylko że celem operacji otwartego rynku jest realizacja celu inflacyjnego. Odebranie tej kompetencji to rozbrojenie banku centralnego.



Rezerwę rewaluacyjną można wykorzystać na specjalne cele po uzgodnieniu z Ministerstwem Finansów.



- Debata o rezerwie rewaluacyjnej już się jakiś czas temu przetoczyła. Wynikało z niej, że samo stawianie tematu opiera się na nieporozumieniu [rezerwa ta to nie rzeczywiste pieniądze, ale zmiana wartości księgowej rezerw walutowych NBP - red.]. I widać, że to nieporozumienie trwa. Projektodawcy ustawy nie uwzględnili uwag ekspertów.



Co z badaniem sprawozdania finansowego NBP? Obecnie kontroluje je biegły rewident wybrany przez bank centralny, Samoobrona chce, by był wybierany przez rząd.



- Rewident nie działa na zamówienie tego, kto zamawia ekspertyzę. Autorom towarzyszy domniemanie, że rewident jest zależny od NBP. Powinniśmy jednak założyć, że to osoba niezależna, i przy takim założeniu ani rządowi nie powinno przeszkadzać, że wybiera go bank, ani bankowi, że wybierałby go rząd.



Czy projekt Samoobrony szybko trafi pod obrady Sejmu?



- Nie ma powodu, by go wstrzymywać. To projekt jak każdy inny. Zmiany w ustawie o NBP są potrzebne, choć nie chcemy naruszać niezależności banku centralnego i będziemy głosować przeciw idącym w tym kierunku zapisom.



Rozmawiała Patrycja Maciejewicz