|
Balcerowicza możemy wezwać równie dobrze za rok
Gazeta Prawna nr 211 (1829) 30 października 2006 r.
Od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, o komisji niewiele było słychać, a niektórzy zaczęli nawet powątpiewać, czy wznowi działalność. Co w takim razie przyniosło spotkanie komisji z marszałkiem Sejmu?
- Musieliśmy ustalić status komisji pomiędzy orzeczeniem Trybunału a planowaną nowelizacją uchwały powołującej komisję śledczą. Jest także do rozstrzygnięcia problem zgromadzonych materiałów. Zebraliśmy ich sporo, ale na podstawie uchwały, której pewną część Trybunał uchylił. Sejmowi prawnicy uważają jednak, że z tych dokumentów będziemy mogli korzystać, ale w zakresie odpowiadającym uchwale znowelizowanej. Teraz inicjatywa w sprawie komisji należy do Sejmu. Marszałek zaproponuje prezydium projekt nowelizacji uchwały.
Ale opozycja jej nie chce. Sojusz chce rozwiązania komisji, podobnie Platforma. Przeciwko komisji może także zagłosować PSL…
- To fatalna sytuacja, w której podział na rząd i opozycję przekłada się na decyzję w sprawie komisji. Uważam, że ta sprawa wcale nie musi prowadzić do takich podziałów. Nie ma ku temu powodów.
Niestety, te podziały były aż nadto widoczne. Co w tej sytuacji zaproponuje marszałek i PiS?
- Dobra nowelizacja musi z jednej strony wyrażać intencje, które stały u podstaw powołania komisji. Z drugiej, respektować orzeczenie Trybunału. Ale są w nim kwestie sporne dotyczące nadzoru bankowego: orzeczenie głosi, że w ramach nadzoru nie można badać działalności prezesa NBP. W uzasadnieniu pada jednak sugestia, że nadzór w ogóle mnie może być badany przez komisję śledczą, a to kwestia bardzo wątpliwa. Kolejna dotyczy przesłuchiwania świadków. Trybunał nie mógł postawić i nie postawił znaku równości pomiędzy listą świadków a zakresem badań. Jeśli więc będziemy badać prywatyzację banków, możemy wzywać wszystkie osoby mające w tej kwestii wiedzę.
Także Leszka Balcerowicza?
- Szaleństwem byłoby sądzić, że Leszek Balcerowicz, dwukrotny minister finansów i wieloletni szef nadzoru bankowego nic nie wie w sprawie prywatyzacji banków.
Ale Trybunał zajął w jego sprawie jasne stanowisko. Jak więc chce go pan przesłuchać? Będzie z tym problem.
- W uchwale Sejmu nie ma problemu Leszka Balcerowicza i Trybunał nie zajmował się nim. Jest natomiast problem niedowładu instytucji publicznych podejmujących decyzje co do systemu bankowego. Przecież komisja ustalając harmonogram swoich prac zdecydowała się zająć na początku tym, co jest najmniej skomplikowane. Czyli tematem konfliktu interesów szefa KNB. Nie recenzowała spraw dużo poważniejszych, w których Balcerowicz był wielokrotnie krytykowany: polityki pieniężnej, dyscypliny budżetowej, wizji podatkowych czy strategii prywatyzacyjnych. My podjęliśmy wątek o charakterze przede wszystkim etycznym.
A Leszek Balcerowicz zarzucił postępowanie nieetyczne członkom komisji…
- Doprawdy, jestem zdumiony reakcją prezesa i części mediów na tę sytuację. Przecież można byłoby złośliwie skomentować: brak zarzutów w najważniejszych kwestiach i poruszenie jednej tylko sprawy było niemal stawianiem prezesowi pomnika. Odsłonięciem co najwyżej skazy na czystym krysztale. Niestety, cechy osobowościowe Leszka Balcerowicza sprawiły, że nastąpił zmasowany kontratak na komisję. Hasło było nadto widoczne: nie wolno naruszać tabu. Ale taki sposób rozumowania charakterystyczny jest dla społeczności prymitywnych. Nie może być respektowany w nowoczesnej demokracji.
Wróćmy do przyszłych przesłuchań. W jaki sposób posadzi pan przed komisją Leszka Balcerowicza?
- Wysyłając mu wezwanie. Niekoniecznie teraz. Równie dobrze Leszek Balcerowicz może być wezwany za rok albo półtora. Wszystko będzie zależało od kalendarza pracy komisji. Ten kalendarz będzie podporządkowany pewnym kryteriom. Wtedy wybraliśmy kryterium stopnia rozpoznawalności sprawy, które wynikało z wczesnego etapu prac. Teraz możemy przyjąć inne np. chronologiczne albo dotyczące wagi spraw. Kolejność przesłuchiwania świadków może się więc zmienić.
Przesłucha pan Leszka Balcerowicza, gdy nie będzie już szefem NBP?
To jest możliwe. Ale w całej tej sprawie mamy do czynienia z paradoksem. Oto trwa dyskusja, czy wolno Leszka Balcerowicza przesłuchać, a madrycki El Pais na początku października pisze, że Leszek Balcerowicz był mózgiem prywatyzacji polskich banków. Zastrzegam, że nie jest to uwaga krytyczna, ale pochwała. Więc kogoś, kto jest tak oceniany w Europie, nie miałaby prawa przesłuchać komisja śledcza badająca prywatyzację sektora bankowego? Jeśli tak, to jest w tym jakaś intelektualna sprzeczność.
Czyli wątek konfliktu interesów szefa NBP na razie powędruje na półkę? Czym w takim razie zajmie się teraz komisja?
- Możemy zastosować kryterium wagi spraw. Wtedy na pierwszy ogień poszłyby prywatyzacje i fuzje w sektorze bankowym. Połączenie Pekao SA i BPH, powstanie Big Banku, przejęcie Banku Gdańskiego, prywatyzacja Banku Śląskiego. Jest także kwestia Urzędu ochrony Konkurencji i konsumenta. Opinia części komisji jest taka, że zarówno konkurencja na rynku bankowym, jak i ochrona klienta banków są słabe. Powstaje pytanie, dlaczego UOKiK dopuścił do takiej sytuacji.
Czy jest nowa lista świadków do przesłuchania?
- W dotychczasowym planie pracy komisji sporządziliśmy listę stu kilkudziesięciu nazwisk do ponad dwudziestu zagadnień. Zapewne to lista zbyt szeroka. Ale trzeba powiedzieć, że niektórzy członkowie komisji zgłaszali świadków niepotrzebnych. Chodziło o to, by nadmiarem przesłuchań sparaliżować prace komisji. Celowała w tym pani poseł Ostrowska.
Ale styl pracy koalicyjnych członków komisji także wzbudził zastrzeżenia. Padały np. zarzuty o nękanie świadków nieistotnymi pytaniami.
- Ustawa o komisji śledczej i kodeks postępowania karnego definiują dopuszczalne sposoby przesłuchań świadków. Owszem, ustawa mówi, że nie można zadawać np. pytań nieistotnych lub sugerujących odpowiedź. Można się zatem zastanawiać, czy te kryteria zawsze były przestrzegane. Ale pamiętajmy, że osoba nie biorąca udziału w śledztwie nie może łatwo oceniać, które pytanie jest ważne, a które nie. W ten sposób każde z pytań można byłoby zakwestionować.
Na przykład pytanie do Ewy Balcerowicz o Władimira Ałganowa?
- Kiedyś w Polsce o istnieniu Ałganowa nikt nie wiedział. A potem nagle okazało się, że z tym człowiekiem spotykał się najbogatszy Polak, że według jednej z gazet kolegą Ałganowa był prezydent. Ci, którzy kpią z tematu Ałganowa nie przestudiowali najnowszej historii Polski.
Jak będzie wyglądała nowa uchwała Sejmu w sprawie komisji?
- Kluczem do sprawy powinny być organy władzy publicznej wymienione w uchwale – ministerstwa, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a niewykluczone, że i Sejm, który stanowi prawo bankowe. Potrzebne będzie znalezienie wspólnego mianownika dla działań tych organów. Wąska propozycja to badanie przypadków przekroczenia przez funkcjonariuszy publicznych uprawnień lub niedopełnienia obowiązków związanych z przekształceniami kapitałowymi i własnościowymi w bankach. Z kolei szeroka odnosiłaby się do przypadków naruszenia interesu publicznego.
Co jest najważniejsze w tym, czego się pan do tej pory dowiedział?
- W ledwie kilka dni przesłuchań można było się dowiedzieć tylko niewiele. Ale upewniłem się w przekonaniu, że przewodniczący komisji nadzoru bankowego działał w sytuacji konfliktu interesów. Natomiast daleko większa wiedza pochodzi z lektury dokumentów. Mamy ekspertyzę o uprzywilejowanej pozycji prawnej banków komercyjnych wobec całości podmiotów gospodarczych. Wiemy, że w Sejmie latami prowadzono intensywny lobbing na rzecz uprzywilejowania tych banków. Ze szkodą dla konkurencyjności systemu i samych konsumentów.
Opozycja też mówi o lobbingu i chce by komisja zajęła się sprawą SKOK-ów.
- Trybunał Konstytucyjny przypomniał w ustnym uzasadnieniu, że zakres badań komisji nie może obejmować działalności przedsiębiorstw ani osób prywatnych. Nie może więc zajmować się SKOK-ami. Koledzy z Platformy dobrze o tym wiedzą, choć udają, że nie wiedzą.
|